„S A I H A” - Przemyśl

WYWIAD Z SENSEI PIOTREM SZELIGOWSKIM 4 Dan

Znawcy tematu twierdzą, ze świat można poznawać na dwa sposoby: obserwować to, co się dzieje z jednego miejsca lub podróżować i doświadczać wszystkiego osobiście. Jaki jest Twój sposób na poznawanie świata karate?

Myślę, ze istnieje więcej niż dwa sposoby na poznawanie świata. W XVIII wieku, w Królewcu, żył pewien myśliciel, który przez całe swoje osiemdziesięcioletnie życie nie wyjechał poza obręb miasta, a jego wiedza o świecie i ludziach była daleko bardziej rozległa i głębsza niż niejednego podróżnika, czy ludzi, którym dane było wszystkiego skosztować i osobiście doświadczyć. Podróżowanie jest dziś łatwiejsze niż pięćdziesiąt czy sto lat temu. Każdy może w tym zakresie realizować się w pełni i dowolnie. Moje doświadczenie mówi mi, że nie koniecznie trzeba ruszać poza Europę, żeby wszystkiego, co w świecie ciekawe i wartościowe doświadczyć. Myślę, że sporo osób mieszkających w Europie, w tym, w Polsce, nie do końca zdaje sobie sprawę, że żyje w miarę bezpiecznym, dostatnim i cywilizowanym miejscu na ziemi. Może rzeczywiście trzeba odwiedzić kilka miejsc, żeby przekonać się, że to, co jest w zasięgu ręki ma sporą wartość i należy to cenić. W każdym razie doceniam to, że mieszkam w Europie. Jeśli chodzi o karate, to poznaję je wybiórczo. Ale robię to celowo. Niestety w świecie sztuk walki funkcjonuje wielu ludzi, którzy poprzez karate leczą swoje kompleksy i kompensują niskie poczucie własnej wartości, nie prezentując niczego wartego uwagi. Mam przegląd tego, co dzieje się we wszystkich organizacjach kontaktowego karate i dostrzegam zasadnicze różnice pomiędzy różnymi organizacjami i stylami karate. Potrafię ocenić i docenić to, co wartościowe u innych, dostrzegam też braki i ignorancję.

Czy zauważasz różnicę pomiędzy wschodnio i zachodnio europejskim podejściem do karate i sposobami treningu?

Karate w zachodniej Europie ma już kilkudziesięcioletnią historię. Szkolenie jest dobrze zorganizowane, a instruktorzy są kompetentni. Nie da się jednak ukryć, że warunki, w których ludzie żyją, wpływają na pojmowanie karate i sposób treningu. W przypadku człowieka z zachodniej Europy, wygoda i dostatnie życie osłabiły znacząco wolę, ducha walki i zubożyły potencjał ćwiczących. Ten problem dotyczy również Polski. Pojawiła się generacja młodych ludzi, których stosunek do życia stał się wygodny, nie wymagający wielkiego wysiłku i poświęcenia. Zniknęła potrzeba wielkich wyzwań, potrzeby ludzi są wielorakie i szybko zaspokajane. Trening karate stracił swą pierwotną moc wynikającą z surowych warunków i twardych wymagań. Metody treningowe obecnie są pochodną tej sytuacji. Karate funkcjonuje w sytuacji wolnego rynku i nie jest to „towar” pierwszej potrzeby. Na rynku funkcjonuje atrakcyjne „opakowanie”, gdyż sam trening – dla dzisiejszego „klienta” jest ciężki, nudny i nieatrakcyjny. Inaczej sprawa się ma w takich krajach jak Rosja, Białoruś, czy Ukraina. Wynika to z odmiennej, choć nie obcej nam całkowicie mentalności. Różnice najłatwiej zobaczyć na zawodach.

Trening karate, a inne dyscypliny sportu. Czy top prawda, że pewne elementy treningu karateków znajdują zastosowanie np. w hokeju?

Każda sztuka walki, jeśli chce się rozwijać, musi korzystać z nowoczesnej nauki i nowych metod treningowych. Tak naprawdę to dotyczy to każdego rodzaju szkolenia od wojskowej taktyki po sprzedaż hamburgerów. Karate nie jest tu wyjątkiem. Znajomość biomechaniki, fizjologii, teorii sportu wpływa na trening techniki karate. Rosnąca specjalizacja i specyfika różnych dyscyplin nie wyklucza jednak wielu analogii i bezpośredniego zapożyczania istniejących już rozwiązań. Od wielu lat w łucznictwie z powodzeniem stosuje się metody koncentracji bazujące na technikach medytacyjnych Zen. Szczególne osiągnięcia w tej dziedzinie mają zawodnicy Korei Południowej. To przykład na bezpośrednie, praktyczne stosowanie Zen w sferze sportu. To nie jest tak, że metody z karate stosuje się w hokeju. We wszystkich dyscyplinach przygotowanie fizyczne ma na celu efektywne wspomaganie i rozwój technicznych umiejętności. Wiele lat temu, w klubie szermierczym w Bytomiu, znaczące wyniki osiągali zawodnicy, którzy przeszli szkolenie karate. Mieli lepsze wyczucie przeciwnika, lepiej wybierali moment ataku, dysponowali lepszą motoryką i odpornością psychiczną niż rówieśnicy, którzy nie trenowali karate. Hokej na lodzie jest o tyle podobny do karate, że wymaga wytrenowania tych samych cech. Liczy się szybkość, wytrzymałość tlenowa i beztlenowa, „reaktywność”, zdolność przewidywania itp. Hokej jest też dyscypliną kontaktową, gdzie wymagane jest przygotowanie zawodnika pod tym względem - wymaga wytrenowania równowagi, szybkiego powrotu do gry po upadku, odporności fizycznej na grę ciałem. Trening cech motorycznych współczesnego hokeisty w wielu punktach można efektywnie przełożyć na trening karate i vice – versa. Z tym zastrzeżeniem, że trening hokejowy jest daleko bardziej rozwinięty i lepiej ukształtowany metodycznie. Co jest wynikiem tego, że hokej jest bardziej popularną i doinwestowaną dyscypliną sportu.

Ostatnio dość często można Cię spotkać na treningach Shinkyokushin, czyżbyś myślał o zmianie organizacji?

Moje częste podróże do Hong Kongu dają mi możliwość poznawania i trenowania Shinkyokushin z moim przyjacielem Erikiem Wan. Mimo wyznawania innych wartości możliwa jest przyjaźń i rzetelna komunikacja. Trening w innych organizacjach nie oznacza, że myślę o zmianie stylu. To kwestia tożsamości. Kto szuka tego typu zmiany, nie ma własnej tożsamości, ma zamiar ją dopiero budować. Rdzeń tego, co robię w karate jest określony od lat i nie mam zamiaru tego zmieniać. Trening innych dyscyplin czy styli jest dla mnie kolejnym, nowym doświadczeniem, możliwością porównania tego, co robimy w IFK Kyokushin.

Co, Twoim zdaniem, wyróżnia IFK spośród innych organizacji Kyokushinkai?

To, co moim zdaniem IFK Kyokushin zachowała, dzięki wysiłkowi Hanshi Steve Arneila, to głęboki, tradycyjny przekaz kata. Z jednej strony chodzi o jednolity, standaryzowany system kata, dzięki któremu można przeprowadzić wiarygodne egzaminy i sensownie oceniać zawodników podczas turnieju kata, a z drugiej o to, co w karate stanowi drugie dno – tradycyjny system ćwiczeń, który nadaje szkole stylowe oblicze, tworzy tożsamość i historię. Oczywiście dla celów ćwiczebnych można z każdym kata dowolnie eksperymentować i je zmieniać, pod warunkiem, że na egzaminie czy zawodach wraca się do kanonu, który nie podlega dyskusji. „Kata to matematyka karate” – tutaj 2 + 2 jest zawsze 4. Nie można, co do tego mieć żadnych wątpliwości i relatywizować sytuacji. Z moich treningowych doświadczeń i podróży wynika, że żadna organizacja Kyokushin – oprócz IFK – nie zachowała kata w formie kanonu. Kata są głównie polem poszukiwań i eksperymentu, który jednak nie ma fundamentu, który gwarantowałby jednolity standard. Nagminnie, w obrębie jednej szkoły funkcjonują różne, czasami zupełnie rozbieżne interpretacje tego samego kata. Różne są tego powody. Pewne jest natomiast, że utrzymanie standardu na wysokim poziomie wymaga przede wszystkim gruntownej wiedzy i nieustającej pracy na tym polu, a te – w przypadku organizacji nastawionej na sport i marketing – znajdują się w odwrocie. Regres w kata, dla mnie widoczny gołym okiem już po kilku ruchach jest syndromem większości organizacji Kyokushin.

Liderzy Kyokushin na świecie. Z którym z nich chciałbyś się spotkać i dlaczego?

Próbowałem jakiś czas temu dostać się na trening Tadashi Nakamura w Nowym Jorku. Niestety reguły uczestnictwa w treningu ludzi z innych stylów karate wykluczają taką możliwość. Seido jest tradycyjnym, japońskim karate. To, co jest dla mnie interesujące i czego chciałbym spróbować to metody koncentracji i medytacji Zen, które w Seido są praktykowane, jak w żadnej innej szkole. Chciałbym na własnej skórze doświadczyć jak działa zdanie z książki Tadashi Nakamura – „to, co karate robi dla ciała, to medytacja robi dla umysłu”.

Kilka miesięcy temu ukazała się angielska wersja Twojej książki. Jak została przyjęta? Czy wiesz, co sądzą na jej temat czytelnicy?

Martwi mnie to, że do tej pory nikt nie napisał żadnej krytycznej opinii mojej książki. Problemem jest również to, że nie doczekałem się jak dotąd żadnej dłuższej wypowiedzi. Ciągle na nią czekam. Przez Internet mogę śledzić, dokąd moje książki wędrują. Są obecne na wszystkich kontynentach. Ludzie pozytywnie odbierają to, co napisałem. Pierwotny zamysł – to metodyczny podręcznik treningu sportowego Kyokushin karate, który zawiera opis skutecznych metod treningowych. Punktem wyjścia w mojej książce jest jednak Budo karate, z którego sportowa rywalizacja wyewoluowała. Paradoks współczesnego treningu polega na tym, że w pierwszej kolejności ćwiczący poznaje karate przez pryzmat sportowego treningu i rywalizacji, które ledwie dotykają zagadnień Budo. Wielu wybitnym zawodnikom karate te zagadnienia są obce. Zabrakło czasu i energii na zgłębienie tego, czym karate poza sportową rywalizacją może być. Dotarcie do źródeł sportowego karate – dyscypliny Budo wymaga innego głębszego zrozumienia i treningu nie nastawionego na sportowa rywalizację. Nie jest jednak jednocześnie tak, że osoba, która trenuje karate nie ukierunkowane na sport, automatycznie trenuje Budo karate. To bardziej złożona sprawa, której sens zamyka się w indywidualnie wyznaczonej drodze. Kilka kluczowych zagadnień mogących pomóc w obraniu indywidualnej drogi naszkicowałem w swojej książce.

Czy i kiedy przewidujesz ukazanie się polskiej wersji książki? Dlaczego warto ją kupić?

Myślę, że książka ukaże się w polskiej wersji przed wakacjami 2009. Generalnie nie ma książek o Kyokushin karate w języku polskim, ukazała się dotąd jedna pozycja shihan Bogusława Jaremicza. Zaletą i wadą jednocześnie tej książki jest to, że została napisana jako podręcznik dla początkujących, podobnych w sumie na przestrzeni lat powstało bardzo wiele.

Jakie widzisz wyzwania dla współczesnego karate?

Wyzwania dla współczesnego karate są te same, co dla współczesnego człowieka. Oprzeć się tanim chwytom, powszechnej tandecie, postępującemu cherlactwu fizycznemu, umysłowemu i duchowemu skarleniu, powszechnemu pędowi do uczynienia z karate masowego sportu. Starzy mistrzowie odchodzą, a wraz z nimi głęboka wiedza i pojęcie karate. Kolejne pokolenia wydają się tracić zdolność kontynuacji dzieła, same wnosząc wiele nowego i niewiele wartościowego. Ale taka jest ogólna sytuacja naszej cywilizacji i kultury, gdzie duchowe ubóstwo jest wynikiem ogólnego kryzysu kultury i intelektu oraz pędu do łatwego i wygodnego życia. W karate samotna walka stwarza charakter. Trening to indywidualny wysiłek, którego żadne towarzystwo nie wypełni, ani tym bardziej nie zastąpi. Obecnie główny wysiłek skierowany jest na rozbudowę organizacyjnych struktur, wzrost organizacji pod względem liczby ćwiczących, liczby klubów i liczby narodowych organizacji. Wszystko kosztem jakości treningu. Ludzie ćwiczą ciężko, może nawet ciężej niż kiedyś, ale trening jest pozbawiony finezji i nakierowany na rozwój umiejętności, które stosunkowo szybko można opanować. Ostatecznie nieustające porównywanie i rywalizacja, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Najważniejsze stało się, kto jest silniejszy pod tym względem. Drogą do prawdziwej przemiany jest indywidualne wyzwalanie się z tych sytuacji, jest to pierwszy krok na własnej drodze karate.

Ostatnio dość dużo mówi się o październikowych Mistrzostwach Świata Kyokushin Budapeszcie. Co sądzisz na temat idei połączenia się organizacji Kyokushinkai? Czy jest to możliwe?

Idea połączenia organizacji w obecnej sytuacji jest nierealna. Możliwa jest intensywna współpraca na płaszczyźnie sportowej. Szef węgierskiej organizacji Kyokushin Kan – Sandor Brezovai -wykonał ogromną pracę, żeby sportowe współdziałanie było możliwe. Ważne jest żeby warunki tej współpracy zostały precyzyjnie określone, a ludzie odpowiedzialni potrafili spojrzeć szerzej i byli zdolni do działania bez partykularnych i organizacyjnych interesów. To będzie niezmiernie trudne zadanie. To pierwsza próba tego typu, po śmierci Masutatsu Oyama. Jednocześnie szansa, której nie można zaprzepaścić. Jesienią w Budapeszcie zapowiada się bardzo ciekawe wydarzenie. Dwadzieścia lat temu, właśnie w Budapeszcie podczas Mistrzostw Europy (wtedy była jedna organizacja Kyokushin) po raz pierwszy spotkałem Masutatsu Oyama. Myślę, że jego duch będzie w październiku z nami obecny.

Z Sensei Piotrem Szeligowskim 4 Dan rozmawiała Agnieszka Kowaliw 3 kyu – Saiha Przemyśl